Poniedziałek Wielkanocny był dniem wesołym – wszyscy ucztowali, cieszyli się i odwiedzali się wzajemnie.

„Piyrsze świynto ludzie siedzieli w chałpie ino w gronie bliskij familije. Drugi świynto – pyndziałek wielkanocny - to był czas, że się chodziło po wsi – śmiyrguśniki polywali dziołchy. A jak kierejś frelki nie poloł żodyn synek, to była do nij wielko gańba”.

Drugi dzień świąt nazywany jest również lanym poniedziałkiem lub śmigusem-dyngusem - chłopcy do dziś chodzą po domach i leją z sikawek lub symbolicznie psikają parfinami, czyli perfumami dziewczyny i kobiety. Kiedyś chłopcy polewali panny zimną wodą z wiader lub wrzucali do rzeki. Gryfne dziołszki, czyli ładne niezamężne dziewczyny, cieszące się powodzeniem, były obficie polewane wodą, zaś te mniej atrakcyjne, modliły się by nie zostać pominiętymi, gdyż były wówczas ofiarami drwin innych oraz nie wróżyło to rychłego zamążpójścia. Wierzono, że każda porządnie oblana wodą kobieta będzie „zdrowa jak ryba”. Za polanie kawalery dostawali prezenty – kolorowe jajka, słodycze, drobne pieniążki. „W drugi świynto śmiyrguśnicy, czyli kawalery, całymi grupkami łazili po wsi z wiadrami zimnej wody i polywali dziołchy. Łone uciekały z piskiym, ino tak rychtycznie to kożdo chciała być poloto. Jak frelka fest uciekała to synki wołały <<Bo łona sie nie wydo!>>. Za poloci kawalery dostowały od frelek pofarbione jajca”.

Śmiyrguśniki. Jastrzębie-Zdrój, 1963. Fot. ze zb. Agnieszki Chmiel
Śmiyrguśniki. Jastrzębie-Zdrój, 1963. Fot. ze zb. Agnieszki Chmiel

Również kolor pisanki miał znaczenie: zielone jajko oznaczało nadzieję, czerwone – dostawał wybranek serca, żółte – oznaczało odmowę i brak nadziei na dalsze wspólne plany, bronotne, czyli brązowe jajko dawało się starszym mężczyznom.

Dyngus stawał się często początkiem zolyt czyli ubiegania się o rękę dziewczyny. Wierzono, że jeśli panna nie zostanie polana to w najbliższym roku nie wyjdzie za mąż i odwrotnie: polana panna na wydaniu wyjdzie za mąż w nadchodzącym roku. Czasami we wtorek następował rewanż i to dziewczyny oblewały chłopców wodą.

Dawnej znany był też zwyczaj smagania gałązkami wierzbowymi. W Poniedziałek Wielkanocny chłopcy ganiali dziewczyny uderzając je świeżymi witkami po całym ciele. Tydzień wcześniej w Niedzielę Palmową, zwaną też Wierzbną, to dziewczyny smagały chłopaków gałązkami. Zwyczaj ten miał na celu zaklinanie zdrowia i płodności. Mawiano nawet: „Krzak wikliny, ciążę przyczyni”. Kościół katolicki zaadoptował ten zwyczaj, zmieniając znaczenie wierzbowych miotełek na palmy wielkanocne.

Poniedziałek Wielkanocny to też dzień szukania przez bajtle (dzieci) gniazda zajączka, czasami nazywanego hazokiem. Dzieci wierzyły, że to zajączek przynosi słodkie prezenty i zostawia je w gnieździe. Zwyczaj ten dotarł na Śląsk z Niemiec po I wojnie światowej  i znakomicie się tutaj zadomowił. „Rodzice robili gniozdko dla zajonca i chowali je w zegródce abo pod krzoczkami. Styrkali tam roztomańte maszkety, bombony abo szekuladowe jajca, a bajtle z samego rana zarozki po śniodaniu lotały i go szukały. Na Wielkanoc ludzie winszowali se bogatego zajonczka i mokrego dyngusa". W niektórych domach dzieci szukają zajączka dzień wcześniej, czyli w Niedzielę Wielkanocną.

Zapomniana jest zabawa chłopców i czasem również dorosłych mężczyzn „kulanie jajec z górki”. Wygrywał ten, którego jajko staczane z górki po desce trafiało do wgłębienia tzw. ducki.