Przełom kwietnia i maja to czas, kiedy po raz pierwszy wyganiano bydło na pastwiska.

Dawniej dniem, który był najkorzystniejszy ku temu był 23  kwietnia - dzień św. Wojciecha i św. Jerzego, którzy uważani byli za patronów wiosny i bydła. 

Przedłużająca się zima i brak paszy powodowały, że bydło przebywające przez wiele miesięcy w ciasnych, ciemnych i dusznych chlewach było w słabej kondycji. Aby ochronić je przed chorobami, urokami czarownic, oraz sprawić, żeby dobrze się pasło i chowało, przed pierwszym wiosennym wypasem wykonywano szereg zabiegów i praktyk magicznych oraz ochronnych. Zajmowały się tym głównie kobiety, które były odpowiedzialne za opiekę nad bydłem. Łoporzondzały i łodbywały krowy, czyli karmiły je, poiły, czyściły i doiły dwa razy w ciągu dnia: wcześnie rano i wieczorem. 

Dawniej pilnowaniem krów podczas wypasu na pastwiskach zajmowały się najczęściej dzieci. Krowy przywiązywano łańcuchami mocowanymi do kulików - metalowych kołków wbijanych młotem lub wciskanych ręcznie w ziemię. Pasły się, a kiedy wyjadły całą dostępną trawę, przebijano kuliki w inne miejsce. Czasami prowadzono krowy na łańcuchu, najczęściej na między.

Przed pierwszym wypędem z obory gospodynie okadzały krowy mieszankami ziół o właściwościach leczniczych, oczyszczających oraz magicznych, poświęconych 15 sierpnia, czyli w dniu Matki Boskiej Zielnej lub paloną palmą wielkanocną, która po poświęceniu w kościele w Niedzielę Palmową zyskiwała niezwykłe właściwości. „Jak wykludzali zwiyrzina na pole to podpolonom palmom jom łokadzali, coby dobrze sie chowała i dowała moc mlyka”.  

Przed pierwszym wygnaniem, bydło smagano palmą oraz kreślono nad nim znak krzyża, żeby dobrze się chowało. Wymiona krowy smarowano tłuszczem, aby ochronić je przed czarownicami.

Więcej na temat wierzeń związanych z krowami czytaj w artykule Baśka, Gorolka, Mućka...