Przejdź do głównej treści

Na borówki do lasu

19 lipca 2026

Zbieranie jagód leśnych, na Śląsku nazywanych borówkami, było jednym z najprzyjemniejszych letnich tradycji.

Dla mieszkańców śląskich wsi las od wieków stanowił ważne źródło pożywienia, a jego dary uzupełniały domową spiżarnię. Borówki zbierano najczęściej od świętego Jana, czyli od 24 czerwca, do końca lipca. Pierwsze leśne wyprawy pokrywały się z początkiem wakacji. W pobliskich Beskidach, gdzie lato przychodziło nieco później, sezon trwał nawet do sierpnia.

Żbonek borówek. Fot. Anna Lerch-Wójcik


Na jagody wybierano się wcześnie rano całymi rodzinami. Do lasu zabierano koszyki, wiaderka lub blaszane garnuszki i kanki. Zebrane owoce wykorzystywano w domowej kuchni. Były cennym dodatkiem do codziennego jadłospisu i domowej apteczki.
Po kilku godzinach zbierania przychodził czas na odpoczynek. Najlepiej smakował prosty posiłek zjedzony na leśnej polanie – sznity z leberwusztem, ogórek małosolny i domowy kompot. Takie chwile do dziś wielu Ślązaków wspomina z ogromnym sentymentem.

Zbieranie borówek to procno robota. Fot. Anna Lerch-Wójcik


Borówki od zawsze były także ważnym składnikiem letnich wypieków i deserów. W wielu domach pieczono pachnące kołoczyki nafilowane borówkami i posypane chrupiącą kruszonką, gotowano kluski na parze podawane z roztopionym masłem i świeżymi borówkami lub przypijane kompotem z borówek. Czasami zjadano prosty deser - borówki posypane odrobiną cukru.  Przygotowywano też konfitury i kompoty na zimę. Dary lasu pozwalały zachować smak lata na długie miesiące. Borówki suszono i przechowywano jako domowy sposób na biegunkę.
Dziś, choć nie musimy już zbierać leśnych owoców z potrzeby, tradycja ta wciąż żyje. Wspólne wyprawy do lasu są okazją do odpoczynku, kontaktu z przyrodą i przekazywania młodszym pokoleniom dawnych śląskich zwyczajów.

Chwila przerwy. Fot. Anna Lerch-Wójcik


My również wybraliśmy się do woszczyckich lasów. To już był niemal ostatni dzwonek na zbiory, ale udało się nazbierać jeszcze całkiem sporo. Pogoda nie była idealna, za to dopisały humory i dobra atmosfera. A po zbieraniu – zgodnie z najlepszą tradycją – kanapki z leberwusztem i kompot od cioci Krysi. Smakowało wyśmienicie!
Jeśli macie jeszcze okazję wybrać się do lasu, warto z niej skorzystać. To nie tylko sposób na pyszne owoce, ale także piękna lekcja historii i okazja do pielęgnowania śląskiego dziedzictwa. A później? Domowe kołoczyki albo kluski na parze z borówkami… No miooodzio! 

Czytaj więcej artykułów:

Kołoczyki z borówkami
Sezonowo znaczy zdrowo – owoce w śląskim jadłospisie
KUP KSIĄŻKĘ

PEŁNY BONCLOK - tradycje kulinarne w podmiejskich dzielnicach Jastrzebia-Zdroju