Popularnym obrzędem okresu zimowego było chodzyni kolyndników, nazywanych czasem na terenie Śląska herodami.

Przebierańcy obchodzili wsie od 26 grudnia (św. Szczepana) do 6 stycznia (Trzech Króli) lub nawet 2 lutego (Matki Boskiej Gromniczej).  Kolędnicy mieli ze sobą szopkę, czasami nazywaną też betlyjkom i ruchomą gwiazdę wykonaną z drewna, tektury i kolorowej bibuły. W skład grupy kolędniczej wchodzili mężczyźni przebrani za: anioły i diabły, śmierć, pasterzy, Trzech Króli. 

Obchodzili oni kolejne gospodarstwa i muzykowali przy akompaniamencie harmonii i skrzypiec, śpiewając kolędy i pastorałki. Składali życzenia wszelkiej pomyślności oraz wypowiadali magiczne oracje, mające na celu zapewnienie wszelkiej pomyślności, urodzaju i płodności w Nowym Roku. Za występ kolędnicy otrzymywali od gospodarzy podziękowanie w formie jedzenia i picia (najczęściej alkoholu). 

"Herody" w wyk. zespołu "Jastrzymbioki", 2018 r. Fot.Piotr Łuczak

Korzeni tego obrzędu należy doszukiwać się w zamierzchłych czasach i ma on związek z magią wegetacyjną. Kolędnicy wraz z przywdzianiem przebrania i maski zyskiwali połączenie z sacrum i stawali się osobnikami przybyłymi z zaświatów. Wszelkie życzenia przez nich wypowiadane posiadały odtąd moc sprawczą, dlatego też grupy kolędnicze zawsze były witane z radością i chętnie wpuszczane do gospodarstw. Nie zaproszenie kolyndników do chałpy mogło grozić wypowiedzeniem przez nich odwróconych życzeń i sprowadzenie nieszczęścia na domowników.

Dziś zwyczaj odwiedzania domów przez grupy przebierańców jest już zanikający, choć czasami w okresie między Świętami Bożego Narodzenia a świętem Trzech Króli można spotkać nieliczne grupy kolorowych kolędników. Zwyczaj ten kultywują także grupy folklorystyczne, przedstawiając je w formie scenicznych inscenizacji.